"Zerowy kilometr" - recenzja filmu

06/19/2008  Marta Minakowska

Zerowy kilometr to film o relacjach arabsko-kurdyjskich, które zostały tutaj pokazane na tle bardzo trudnego momentu dziejowego zarówno dla Arabów jak i Kurdów - wojny.
Widz zostaje przeniesiony do Iraku ogarniętego działaniami zbrojnymi, gdy rządzi jeszcze reżim Saddama Husajna - wodza o wyraźnie wrogim nastawieniu do Kurdów. W Zerowym kilometrze Saddam ma się jeszcze dobrze. Radio nadaje wychwalające go piosenki, a co jakiś czas w trakcie trwania filmu widzimy samochód, wiozący jego ogromny posąg - element powtarzający się niczym mantra, przypominający nam, kto tu rządzi. Ale to nie wielkie wydarzenia historyczne, zjawiska o skali światowej, są w filmie najważniejsze - reżyser schodzi w głąb społeczeństwa irackiego, aby zastanowić się nad relacjami na osi Arabowie-Kurdowie. To nie wojna, a codzienny kontakt tych dwóch grup, będących mieszkańcami Iraku, stanowi istotę filmu.

Główny bohater, Kurd Ako, zostaje powołany do wojska. Wkrótce dostaje rozkaz odwiezienia zwłok jednego z poległych na wojnie męczenników do jego domu rodzinnego. I być może wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że Ako na miejsce ma dowieźć kierowca, który jest Arabem. Podczas wspólnej podróży po irackich bezdrożach, zamknięci na ciasnej powierzchni wspólnego samochodu, wchodzą oni w wymuszoną interakcję. W końcu dochodzą nawet do wniosku, że muszą porozmawiać o relacjach arabsko-kurdyjskich, ale okazuje się, że nie są na to gotowi i żaden z nich nie umie rozpocząć dyskusji. Perypetie w trakcie nużącej drogi wyzwalają w nich negatywne emocje - a w rzucanych sobie oszczerstwach obydwaj zawsze powtarzają argument: bo ty jesteś Kurdem, bo ty jesteś Arabem. Ograniczone wzajemne zaufanie i wieczne patrzenie na siebie z podejrzliwością, tylko chwilami wyciszają się, by dać pole dla momentu nawiązania nici sympatii. Oglądanie zdjęć dzieci kompana podróży trwa jednak tylko parę minut, a w ogólnym rozrachunku znajomość bohaterów nie kończy się happy endem.

W filmie ukazano przyczyny takiego stanu rzeczy. Oto Irakijczycy mają głębokie wątpliwości, czy Kurdów można traktować jako Irakijczyków. Kurdowie nie wiedzą, czy mają służyć w armii irackiej czy też walczyć o Kurdystan. Irakijczycy oskarżają Kurdów o brak szacunku do irackiej flagi. Kurdowie czują się gnębieni przez Arabów, narasta ich gniew, a ten przekłada się na jeszcze większe trudności w zaakceptowaniu możliwości bycia także Irakijczykiem. Jednocześnie obie grupy żyją obok siebie i wchodzą ze sobą w liczne relacje, a obecne między nimi antagonizmy uwidaczniają się zwłaszcza przy okazji wydarzeń takich jak wojna. Bo czy Kurd lub Arab także jest moim wrogiem, wewnętrznym, czy też przyjacielem przeciwko naszemu wspólnemu przeciwnikowi?

Porażająca jest scena, gdy przed samochodem ze zwłokami męczennika na dachu, zawiniętymi w iracką flagę, przechodzi wypróżniająca się krowa. To zderzenie sacrum z profanum zdaje się sprowadzać walkę iracką do bezsensu, odbiera jej całą wzniosłość. To nie ta wojna jest najistotniejsza. Irak musi stoczyć wpierw dużo ważniejszy bój-wewnętrzny, o własną tożsamość i spójność. O uporządkowanie spraw, które leżą gdzieś na samym dnie, a przekładają się na wszystkie inne. A w tym Irakowi nie pomoże nikt z zewnątrz. Taka jest przynajmniej moja interpretacja tej sceny, a dałoby się zapewne dopisać ich o wiele więcej.

A dlaczego kilometr w tytule jest zerowy? Chyba aby podkreślić bezsens przebytej przez bohaterów drogi. Zdaje się bowiem, że nic im ona nie dała - nie wypełnili swojego zadania, nie podjęli też próby wzajemnego porozumienia.

Film interesujący, godny polecenia zwłaszcza tym, których ciekawi temat Kurdów.


Zerowy kilometr
dramat obyczajowy, Finlandia/Francja/Irak 2005, 90 min
reżyseria: Hiner Saleem
obsada: Nazmi Kirik, Belcim Bilgin, Eyam Ekrem, Ehmed Qeladizeyi, Nezar Selami i inni

Publikacja za Arabia.pl:
http://www.arabia.pl/content/view/291672/1/