Radość czy porażka Kurdów? Refleksje po wyborach w Turcji

07/24/2007  Doğubeyazıt, Joanna Bocheńska,

Wybory dokonane. Dzień wyborów upłynął zdaniem mieszkańców Turcji zadziwiająco spokojnie, doszło tylko do kilku bójek zwłaszcza na wschodzie kraju. Procedura wyborcza nie różni się wiele od znanej nam z polskich realiów, odmianą jest może dodatkowe potwierdzenie tożsamości przez odcisk palca obok nazwiska głosującego. Groźba kary pieniężnej za zlekceważenie udziału w wyborach wpływa pozytywnie na frekwencję, dlatego za pewne w odwiedzonym przeze mnie lokalu wyborczym w szkole w Doğubeyazıt był niewątpliwie większy ruch niż u nas. Kto wie, być może kara za obojętność nie jest takim głupim pomysłem do podpatrzenia i przeniesienia na grunt polski?
Turcja świętuje zwycięstwo rządzącej partii AK, która uzyskała 46.6 % głosów, a tym samym 341 miejsc w parlamencie. Prowadzące ostrą anty rządową kampanię partie CHP i MHP musiały uznać swoją porażkę, uzyskując odpowiednio (CHP 20,9 % - 111 miejsc i MHP 14,3 % - 70 miejsc). Oznacza to, zgodnie z hasłem jednego z plakatów wyborczych partii AK, nieprzerwaną kontynuację dotychczasowej polityki, a także sukces planowanych zmian w konstytucji. W niedalekich wyborach prezydenckich szefem państwa zostanie najprawdopodobniej Abdullah Gül, obecny minister spraw zagranicznych, co ułatwi partii AK forsowanie niektórych własnych projektów, które do tej pory blokowane były przez prezydenckie veto.

Zwycięstwo partii AK, nawiązującej do tradycji islamskiej, dokonało się w dużej mierze także dzięki głosom kurdyjskich wyborców. Mimo, że w wielu wschodnich prowincjach głosowano na kandydata niezależnego (w domyśle kandydata prokurdyjskiej partii DTP), przeważające zwycięstwo odniosła tam także partia AK. Wyniki te interpretować można w różny sposób.

Przede wszystkim większość społeczności kurdyjskiej na wschodzie przywiązana jest mocno do tradycji islamskich, wielu ludzi, z którymi miałam okazję rozmawiać, pozytywnie ocenia również dotychczasowe rządy partii AK. Ich zdaniem partia ta zrobiła dla Turcji bardzo dużo, przychylnie też odnosi się do samych Kurdów, a wiele wartościowych projektów zmian w konstytucji nie przeszło tylko z powodu sprzeciwu prezydenta Sezera. Innym, bez wątpienia bardzo istotnym czynnikiem była agresywna kampania ze strony tureckich nacjonalistów i republikanów (MHP, CHP). Gdyby którakolwiek z tych partii objęła władzę sytuacja Kurdów byłaby znacznie gorsza, gdyż partie te deklarują otwartą niechęć do wszystkiego nietureckiego i sprzecznego z wartościami republiki określonymi przez Atatürka. Oddając swój głos na AK Kurdowie wyrażali też sprzeciw wobec haseł CHP i MHP, partie te uzyskały na wschodzie mniej niż 1% poparcie. Kandydaci niezależni nie zdołali by bowiem uzyskać na tyle mocnego poparcia, by w parlamencie stanowić wystarczającą opozycję dla CHP i MHP. Tymczasem przyszłość Kurdystanu tkwi w zmianach zapisów konstytucyjnych, a więc w odejściu od niezłomnej wierności republice i Atatürkowi. Poparcie AK to wreszcie nadzieja na poszukiwanie porozumienia z Turkami w imię wspólnych dla obu narodów wartości islamskich, interpretowanych zresztą w dość nowoczesny sposób.

Kandydaci niezależni zdobyli w całej Turcji 5,6% poparcie uzyskując w ten sposób 28 miejsc w parlamencie. Kurdyjscy kandydaci rodem z DTP zdobyli 24 miejsca, a więc nieco mniej niż oczekiwali (30-40). Bez wątpienia w wielu regionach partia DTP popełniła istotny błąd wystawiając kilku kandydatów niezależnych. W ostatecznym rozrachunku głosy rozłożyły się na kilka różnych osób i żadna z nich nie uzyskała wystarczającego poparcia. Sytuacja taka miała miejsce np. w rejonie Ağrı, gdzie mimo procentowego zwycięstwa niezależnych kandydatów (DTP) sukces odniosła partia AK, gdyż żaden z nich nie otrzymał wystarczającej liczby głosów (w przeliczeniu na liczbę mieszkańców wymogiem było 18 tys). W Diyarbakır kandydaci niezależni także uzyskali większość (około 47%, partia AK 41%), ale z tego samego powodu do parlamentu weszło tylko 4 kandydatów, a aż 6 z partii AK. Niekiedy Kurdowie wybierali partię AK wyrażając tym samym krytykę wobec władz lokalnych (z DTP), które oskarżają o korupcję i niesolidną pracę.

W wieczornym wystąpieniu po ogłoszeniu wyników premier Erdoğan nazwał zwycięstwo swojej partii sukcesem demokracji. Podkreślił jednak, że Turcja jest jednym narodem i jednym państwem i niezłomnie walczyć będzie z terroryzmem próbującym podzielić kraj. W tureckiej polityce względem Kurdów nie należy zatem oczekiwać jakiegoś istotnego przełomu. Wydaje się jednak, że otwarcie możliwości zmian w konstytucji i obecność chociażby 24 kurdyjskich posłów w parlamencie jest jakąś kolejną maleńką szansą do wykorzystania.

Niewątpliwym sukcesem demokracji jest jednak fakt, że tureckie społeczeństwo nie uległo nasyconej agresją retoryce CHP i MHP, nie uwierzyło w konieczność natychmiastowej inwazji na Irak, rozprawy z Nieturkami i z wszystkimi, którzy nie są fanatycznymi wyznawcami przykazań Atatürka.


Artykuły publikowane na stronie niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko KCIiD.