Półksiężyc - recenzja filmu

05/31/2008  Marta Minakowska

Gdy przeczytałam na ulotce filmu Półksiężyc, iż ma on oddychać muzyką oraz że czuć w nim dotyk Mozarta, ogarnął mnie pusty śmiech, gdyż to stwierdzenie wydawało mi się oklepanym frazesem. A jednak już od pierwszych chwil filmu zrozumiałam, jak bardzo zgadza się ono z prawdą.
Muzyka wypełnia ten film po brzegi, a jednocześnie nie jest męcząca. Doskonale współgra z tym, co widać na ekranie, budując jeszcze głębsze przeżycia u odbiorcy. Muzyka to w tym filmie nie tylko to, co bohaterowie tworzą przy pomocy swoich instrumentów. Tutaj gra wszystko - odgłosy warsztatu czy rzęsistego deszczu układają się w spójną melodię. Muzykalni są wszyscy bohaterowie - nawet strażnik w punkcie kontrolnym umila sobie czas, podśpiewując pod nosem. A przede wszystkim muzyka jest tu celem i sednem - główny bohater, Mamo, zwany kurdyjskim Mozartem, zbiera bowiem członków swego zespołu, by po upadku Saddama Husajna wystąpić w irackim Kurdystanie. Po miesiącach oczekiwania, prób wokalnych i załatwiania potrzebnych przepustek, Mamo rusza w drogę, by zrealizować swoje marzenie. Pasażerów pomarańczowego autobusu spotykają jednak nie lada problemy. Dotarcie do Iraku utrudniają pracownicy punktów kontrolnych, a sprawę komplikuje fakt, iż zespół przemyca ze sobą śpiewaczkę. Kobiecy głos jest dla Mamo niezbędny i niezbywalny - jednak kobietom w Iranie nie wolno śpiewać. Zatem jak mówi jeden ze strażników, przewożenie ze sobą kobiety przez zespół Mamo jest niczym handel żywym towarem.

Ponadto wydaje się, iż naprawdę zdeterminowani, aby dotrzeć do Iraku, są tylko Mamo i kierowca autobusu. Reszta zespołu obawia się grożących im niebezpieczeństw i poszukuje możliwości, aby cichaczem wymknąć się i wrócić do domu. Mamo próbuje trzymać cały zespół w ryzach, ale w miarę narastania komplikacji jest to coraz trudniejsze. A staje się już w ogóle niemożliwe, gdy muzycy tracą również śpiewaczkę. Na szczęście ratunkiem okazuje się tytułowy Półksiężyc...

Przez cały czas trwania filmu Mamo towarzyszą wizje, których nie może zrozumieć, ale jest przeświadczony, iż nie pojawiają się one bez przyczyny. Wkrótce okazuje się, iż Mamo się nie mylił...

Film jest piękny nie tylko ze względu na wspaniałą etniczną muzykę. Również sposób kręcenia jest tutaj inny od zwyczajowego. Kamera porusza się bardzo blisko bohaterów, mamy wrażenie, że jeszcze krok i wejdziemy w ich skórę. Mocne zbliżenia twarzy aktorów to cecha charakterystyczna dla filmów irańskich. Ponadto niesamowite wrażenie wywołują także plenery - wielkie, odkryte przestrzenie, które wypełnione są co najwyżej dźwiękiem...

Bardzo artystyczny, bardzo ciekawy film reżysera znanych i w Polsce obrazów Czas pijanych koni i Gdyby żółwie mogły latać. A zatem pozycja obowiązkowa dla fanów Bahmana Ghobadiego, ale nie tylko.


Półksiężyc (Half Moon/Niwemag)
dramat obyczajowy, Iran 2006, 107 min
reżyseria: Bahman Ghobadi

obsada: Golshifteh Farahani, Ismail Ghaffari, Allah-Morad Rashtian, Hedye Tehrani, Kambiz Arshi, Sadiq Behzadpoor, Reza Haj Khosravi, Mohamad Nahid, Ali Ashraf Rezai, Farzin Saboni, Bahram Zarei

(muzyka: Hossein Alizadeh)

Artykuł publikowany za zgodą Arabia.pl

http://www.arabia.pl/content/view/291636/107/