Artykuły

Turecki dar wolności? - czyli niezwykła próba demobilizacji PKK

09/29/2008, Doğubayazıt   Joanna Bocheńska

Telewizja w Turcji informuje ostatnio o nowym sposobie władz na partyzantów z PKK. Przed sezonem zimowym turecka armia stara się wprawdzie podobno wyprzeć przeciwnika jak najdalej w głąb regionu zwanego w Turcji oficjalnie "Północnym Irakiem" (nigdy przenigdy Kurdystanem). Tym razem jednak wraz z ostrzałem pozycji partyzantów tureccy żołnierze mają rozrzucać w górach ulotki informujące o nowej możliwości porzucenia przez rebeliantów z PKK partyzanckich szeregów i szansie powrotu do normalnego życia.
Sposobem na to ma być złożenie broni i poddanie się, które, jak głosi ulotka, nagrodzone zostanie wolnością. Pozwolić ma na to zmieniony 221 artykuł Tureckiego Kodeksu Karnego umożliwiający tak łagodne potraktowanie niedawnego "terrorysty". Inne ulotki adresowane są do kobiet z PKK, zachęcając by porzuciły górską tułaczkę i wróciły na prawowitą drogę żony i matki.

Wyczuwana w głosie autora tego tekstu ironia wynika przede wszystkim z kilku zaciekawiających mnie aspektów takiej niezwykłej łaskawości, której realizatorem ma być było nie było turecka armia, reklamująca się zawsze jako bohaterska, waleczna i bezwzględna dla wroga "niepodzielnej ojczyzny", nigdy jednak jako łagodna.

Otóż najbardziej interesuje mnie, jak ma wyglądać owo przykładowe złożenie broni przez partyzanta-terrorystę? Czy ma pojawić się on na zboczu góry wymachując z oddali ulotką i ufając, że turecki żołnierz zrozumie jego pokojowe intencje i nie wypali mu prosto w łeb, jak tylko go spostrzeże?

Nieufnością napełnia mnie również fakt, że turecka armia nie zwykła dzielić się ze światem zewnętrznym szczegółami swych ściśle tajnych operacji. Pozwala to domniemywać, że część zdających się z ufnością partyzantów mogłaby ulec równie "ściśle tajnej" anihilacji.

Biorąc również pod uwagę, że PKK ma na sumieniu nie tylko walkę z tureckim wrogiem, ale wiele ofiar cywilnych oraz, co znacznie ciekawsze, grożenie przedstawicielom pokojowo nastawionej kurdyjskiej opozycji, którym niedawno obiecywała atak koktajlami mołotowa, trudno zaakceptować ot takie sobie zwykłe uwolnienie owych poddających się rzezimieszków.

Można wziąć wreszcie pod uwagę zdanie kurdyjskiej opozycji, która traktuje PKK, jako narzędzie w ręku tureckiej armii...

Tak czy inaczej, nie należy oczekiwać, że partyzanci z PKK dadzą się na taką propozycję skusić.

Za jakiś czas okaże się więc pewnie znowu, że Kurdowie są jednak "absolutnie źli", nie reagują bowiem nawet na tak szczodrze wyciągniętą rękę pokoju - obietnicę wolności. W tej sytuacji działania wojenne trzeba będzie rozpocząć po raz kolejny, atakując na wiosnę pozycje partyzanckie położone daleko w głąb "Północnego Iraku"...

Artykuły publikowane na stronie niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko KCIiD.