Artykuły

Przewodnik wyborczy po Iraku (3): wyniki

W piątek 20 stycznia iracka komisja wyborcza ogłosiła końcowe wyniki wyborów z 15 grudnia 2005 roku. W nowym parlamencie o czteroletniej kadencji zasiądą przedstawiciele 12 bloków politycznych.
Krzysztof Lalik


W piątek 20 stycznia iracka komisja wyborcza ogłosiła końcowe wyniki wyborów do Zgromadzenia Narodowego z 15 grudnia 2005 roku. Tak długa zwłoka w obwieszczeniu wyników była spowodowana koniecznością rozpatrzenia przez komisję około 2000 skarg na nieprawidłowości w przebiegu głosowania, które zgłaszali głównie zwolennicy ugrupowań sunnickich Arabów i świeckich szyitów, zirytowani pierwszymi częściowymi wynikami wyborów, ujawnionymi pod koniec grudnia, które zapowiadały zdecydowane zwycięstwo koalicji szyickich partii religijnych.

35 stronnictw politycznych we wspólnym oświadczeniu zażądało wówczas rozwiązania Niezależnej Irackiej Komisji Wyborczej i skierowania setek skarg wyborców do rozpatrzenia przez międzynarodowe instytucje jak np. ONZ. Wśród sygnatariuszy oświadczenia znalazła się główna koalicja arabskich sunnitów Iracki Front Zgody i świecka Iracka Lista Narodowa byłego premiera Ijada Alawiego. Tym postulatom opozycji uczyniono tylko po części zadość, zlecając międzynarodowym ekspertom równoległe sprawdzenie podejrzeń o sfałszowanie wyników wyborów. Ale zagraniczni obserwatorzy również nie stwierdzili poważniejszych uchybień przy liczeniu głosów. Niemniej jednak udowodnione nadużycia skłoniły komisję do unieważnienia głosów z 227 spośród prawie 30 tys. lokali wyborczych czyli mniej niż 1 proc. z całości.

Jeśli chodzi o zwycięzcę wyborów, to nie było niespodzianek. Tak jak przewidywano odniósł je Zjednoczony Sojusz Iracki , choć już nie tak spektakularnie jak w wyborach z 30 stycznia. Zdobył on tym razem w 275-osobowym parlamencie 128 mandatów, czyli o 12 mniej niż poprzednio. Ugrupowanie Risalijun , któremu patronuje szyita-Arab as Sadr (w przeciwieństwie do as Sistaniego, który z pochodzenia jest Persem), zdobyło dwa mandaty.

Część przedstawicieli ZSI nie ukrywała, że liczyła na trochę lepszy wynik wyborczy, zważywszy na to, że w prawie 25 milionowym Iraku arabscy szyici stanowią ok. 60 proc., co gdyby miało arytmetyczne przełożenie na poparcie dla ZSI, to powinno im dać jakieś 165 mandatów.

Sytuację skomplikowała jednak nieco nowa ordynacja wyborcza, która już nie przyznawała miejsc w parlamencie w bezpośredniej zależności od liczby uzyskanych głosów przez daną partię czy koalicję w skali całego kraju, tak jak to było w poprzednich w wyborach, ale w zależności od odsetka głosów zdobytych w poszczególnych okręgach wyborczych, które już miały ustaloną z góry kwotę mandatową (por. Przewodnik wyborczy po Iraku (cz. 1)). I tak w wieloetnicznym Bagdadzie było do zdobycia 59 mandatów, w trzech prowincjach kurdyjskich łącznie 35, w dziewięciu prowincjach szyickich - 81, a w pięciu prowincjach pasa sunnickiego, gdzie żyją też skupiska Kurdów, szyitów i Turkmenów - w sumie 55. Ten nowy system wyborczy obejmował zatem 230 mandatów. Pozostałe 45 miejsc przydzielano zgodnie z zasadami wcześniejszej ordynacji wyborczej.

Nowością jest drugie miejsce koalicji sunnickich Arabów, spośród których najlepiej wypadły: Iracki Front Zgody - 44 mandaty, i Iracki Front Dialogu Narodowego - 11 mandatów. To środowisko reprezentować będą również Blok Pojednania i Wyzwolenia - 3 miejsca (o dwa więcej niż w poprzednich wyborach) i Lista Narodu Irackiego w osobie tylko swego przewodniczącego Mithala al-Alusi. W sumie więc partie o rodowodzie sunnicko-arabskim otrzymały 59 mandatów. W obecnym parlamencie uzyskały one zaledwie 17 miejsc, a to z powodu masowego bojkotu wyborów z 30 stycznia zeszłego roku.

Ugrupowania kurdyjskie, choć już tradycyjnie mogły liczyć na bardzo wysokie poparcie w samym Kurdystanie, to wskutek wzmożonej aktywności wyborców tzw. trójkąta sunnickiego musiały się pogodzić (podobnie jak szyici) z pewną utratą pozycji w Zgromadzeniu Narodowym na rzecz partii sunnickich Arabów. Sojusz Kurdystanu zdobył 53 mandaty, o 22 mniej niż w tymczasowym parlamencie. Pomimo tych ograniczeń za sukces należy uznać wywalczenie przez Islamską (Muzułmańską) Unię Kurdystanu pięciu miejsc w ławach poselskich.

Wyniki wyborcze organizacji kurdyjskich i sunnickich Arabów odpowiadają w przybliżeniu liczebności tych grup w Iraku. Każda z nich bowiem stanowi ok. 20 proc. populacji kraju.

Rozczarowaniem dla wielu analityków jest słaby wynik świeckiej Irackiej Listy Narodowej, której przewodzi były tymczasowy premier Ijad Alawi - przez niektórych komentatorów jeszcze w grudniu typowany na przyszłego premiera jako człowiek zdecydowany, a jednocześnie skłonny do kompromisu. ILN musi się jednak tym razem zadowolić tylko 25 mandatami wobec 40 w skróconej kadencji izby.

Po jednym miejscu w parlamencie uzyskały jeszcze: chrześcijański Narodowy Ruch Mezopotamii, Iracki Front Turkmenów i Ruch Jezydów.

Irakijczycy bynajmniej nie zniechęcili się uczestnictwem w dwóch poprzednich głosowaniach, jakie odbyły się w 2005 roku. W wyborach z 30 stycznia frekwencja wyniosła 58 proc., w czasie referendum konstytucyjnego 15 października wzrosła do 63 proc., a w wyborach z 15 grudnia sięgnęła ponad 75 proc., co jest wynikiem godnym pozazdroszczenia dla wielu zachodnich demokracji.

Klęską zakończył się natomiast samodzielny start w wyborach Listy Irackiego Kongresu Narodowego, której członkowie w styczniowych wyborach dostali się do parlamentu z listy Zjednoczonego Sojuszu Irackiego. W listopadzie partie założycielskie LIKN postanowiły się jednak odłączyć ze ZSI wskutek sporu z partiami szyickimi, które wzywają do przekształcenia Iraku w republikę islamską. Powodzenie temu przedsięwzięciu miało zapewnić kierownictwo Ahmeda Szalabiego, wicepremiera w rządzie Dżaafariego i długoletniego lidera Irackiego Kongresu Narodowego. Styczniowy elektorat ZSI dał jednak jasno do zrozumienia, co sądzi o rozdrabnianiu swojej regionalnej sceny politycznej. Nie bez znaczenia była tutaj zapewne fatwa (dekret religijny) wydana przez wielkiego ajatollaha Alego as Sistaniego, w której, oprócz do aktywności w wyborach, wezwał on szyitów do nie rozdrabniania głosów.

Jest to też niewątpliwie osobista porażka Szalabiego, który najpierw, po oskarżeniach o szpiegostwo na rzecz Iranu, utracił protekcję Waszyngtonu, którą cieszył przez wiele lat jako lider irackiej opozycji na obczyźnie, a teraz nie był w stanie przekonać do demokratycznego i pluralistycznego programu swej partii własnych rodaków, którzy też walczyli z reżimem Husajna.

Przedstawiona mozaika partyjna w nowym parlamencie daje więcej możliwości zawierania koalicji niż to miało miejsce w obecnym zgromadzeniu. Do uzyskania większości 2/3 głosów, zdolnej wybrać prezydenta i jego zastępców, konieczna jest koalicja grupująca co najmniej 184 posłów. Niekwestionowanym rozgrywającym pozostaje Zjednoczony Sojusz Iracki. Porozumienie z Sojuszem Kurdystanu dawałoby tylko 181 głosów. Wystarczyłoby więc w takim przypadku pozyskać jeszcze Islamską Unię Kurdystanu (5).

Takie rozwiązanie, choć raczej nie trudne do osiągnięcia, mogłoby się jednak okazać katastrofalne dla jedności państwa irackiego. Na marginesie pozostaliby bowiem nadal arabscy sunnici, którzy szli do wyborów zachęceni obietnicą koalicji szyicko-kurdyjskiej, że nowy parlament rozpatrzy ich zastrzeżenia co do stałej konstytucji - chodzi tu głównie o skalę i metodę debaasifikacji oraz prerogatywy rządów federalnych. Jeśli ich ugrupowania znajdą się w opozycji, to szanse na wprowadzenie ich poprawek do konstytucji maleją. Wzrośnie za to niebezpieczeństwo kontynuacji czy wręcz zaostrzenia krwawej rebelii, którą kierują właśnie przywódcy sunnickich Arabów - byli członkowie zdelegalizowanej partii Baas i armii Saddama. To zaś bynajmniej nie jest po myśli Amerykanów, którzy co rusz wraz ze swymi koalicjantami deklarują chęć szybkiej redukcji swoich sił zbrojnych w tym kraju.

Lider Zjednoczonego Sojuszu Irackiego Abd al-Aziz al-Hakim może również pokusić się o zdobycie zwykłej większości głosów (51 proc. czyli 138 mandatów) bez uciekania się do koalicji z Sojuszem Kurdystanu czy Irackim Frontem Zgody. Wystarczy mu w tym celu porozumienie z mniejszymi ugrupowaniami jak: Risalijun (2), Narodowy Ruch Mezopotamii (1), Iracki Front Turkmenów (1), Ruch Jezydów (1) i Islamska Unia Kurdystanu (5) (w sumie równe 138 głosów) lub Iracki Front Dialogu Narodowego (11) - łącznie 144 głosy.

Nie ulega wątpliwości, że polityczne kalkulacje i przetargi nad stworzeniem większościowej koalicji będą ciężkie i żmudne - mogą przeciągnąć się nawet do kilku miesięcy. Biorąc zaś pod uwagę, że blok sunnicki, który niczym klin wbija się w dość zharmonizowane plany i interesy szyitów i Kurdów (de facto autorów stałej konstytucji), łatwo przewidzieć, że ten parlament czeka - jeszcze trudniejsza niż zbudowanie rządowej koalicji - praca nad godzeniem sprzecznych celów i zażegnywaniem konfliktów, których skutki dają znać o sobie nie tylko w Iraku.

Na tym tle wyrasta przed Radą Reprezentantów pierwszy sprawdzian na suwerenność i bezpieczeństwo państwa: wyproszenie natrętnych "gości" - obcych wojsk i terrorystów z Al Kaidy. Bez udowodnienia samym Irakijczykom, że żyją w kraju niepodległym i bezpiecznym niezwykle trudno będzie o narodową zgodę, o potrzebie której mówi wielu liderów partyjnych tak z obecnego jak i nowowybranego parlamentu.

Dane: Reuters, krg.org