Artykuły

Norweski obrońca praw człowieka personą non grata w Turcji

02/12/2008  Joanna Bocheńska,  za: http://www.eutcc.org/articles/7/document365.ehtml

7 listopada bieżącego roku Johnowi Rud, norweskiemu obrońcy praw człowieka, członkowi Unijnej Komisji Obywatelskiej ds. Turcji (EUTCC) odmówiono pozwolenia na przekroczenie tureckiej granicy na lotnisku Atatürka w Stambule.
Jon Rud jest norweskim prawnikiem, w przeszłości kierował Norweskim Komitetem ds. Praw Człowieka i Amnesty International w Norwegii. Do Turcji został zaproszony na seminarium w ramach prac grupy ds. sprawiedliwości Europejsko-Śródziemnomorskiego Projektu ds. Praw Człowieka. W 1999 roku turecki rząd ogłosił go personą non grata w Turcji za kilka krytycznych wypowiedzi, które władze tego kraju uznały za "wrogie".

Planowana wizyta Ruda w Turcji została więc poprzedzona konsultacjami z dwoma ambasadorami Turcji, a także Ministerstwem Spraw Wewnętrznych. Po zapoznaniu się ze sprawą obie instancje dały do zrozumienia, że mimo decyzji z 1999 roku, Rud nie powinien mieć przeszkód w przekroczeniu tureckiej granicy. Na lotnisku Atatürka czekała go jednak niespodzianka, gdyż straże graniczne zatrzymały go i nie podając żadnego wyjaśnienia oświadczyły, że nigdy nie będzie on mógł wjechać do Turcji.

Unijna Komisja Obywatelska ds. Turcji domaga się od tureckich władz wyjaśnień. Niezależnie od tego, czy będą one miały miejsce, czy nie, warto zwrócić uwagę na rozbieżność tureckich stanowisk. Z jednej strony wysoko postawieni przedstawiciele władz sugerują, że problemu nie będzie. Z drugiej zaś strony straż graniczna problem stwarza, czyniąc go decydującym w sprawie. Powyższa rozbieżność nie jest po prostu, jak mogłoby się nasunąć, rodzajem hipokryzji, bo i jaki interes mieliby przedstawiciele tureckich władz w oszukiwaniu norweskiego prawnika. Sytuacja wskazuje raczej na istnienie w Turcji swoistej dwuwładzy, w której decyzja policjanta może się okazać ważniejsza od stanowiska najwyższych urzędników państwowych. Co gorsza nie jest wcale powiedziane, że wyciągnięte zostaną jakieś konsekwencje, gdyż "góra" nie do końca ma możliwość kontrolowania "dołu", którego pewność siebie wynika z przekonania o istnieniu "możnych opiekunów", którzy nie pozwolą na skrzywdzenie "wiernego sługi tureckiej ojczyzny". Równie prawdopodobne jest także, że nikt z tureckich władz po prostu niczego nie zrobił, aby zapewnić Norwegowi spokojne przekroczenie granicy, a upraszczając, nikomu nie chciało się w tej sprawie interweniować, pozostawiając ją własnemu losowi: "wjedzie" albo "nie wjedzie".

Miejmy nadzieję, że obecnym tureckim władzom wystarczy determinacji w dążeniu do wyjaśniania różnorakich mafijno-polityczno-wojskowych powiązań, które rozpoczęto już ponad rok temu (sprawa Ergenekon), i że nawet, jeśli się to kiedyś uda, ci sami, poszukujący dziś prawdy (lub rewanżu) politycy nie ugrzęzną w podobnym schemacie sprawowania władzy.

Artykuły publikowane na stronie niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko KCIiD.