Artykuły

Al-Zarkawi - zmora obcokrajowców, duma terrorystów nie żyje

08/06/2006  Źródło:krg.org; kurdmedia.com
Opr.: Krzysztof Lalik

Jordańczyk Abu Musab al-Zarkawi, przywódca siatki al-Kaidy w Iraku i zarazem najbardziej poszukiwany w tym kraju terrorysta, został zabity, poinformował w czwartek sam premier Iraku Nuri al-Maliki.
"Dziś Zarkawi został wyeliminowany" - oświadczył al-Maliki na konferencji prasowej z udziałem ambasadora Stanów Zjednoczonych Zalmaya Khalilzada i dowódcy sił amerykańskich w Iraku gen. Georgea Caseya. Wiadomość tę przyjęto z owacją.

Premier dodał, że wraz z al-Zarkawim zginęło siedmiu jego doradców i współpracowników. Wszyscy oni zginęli podczas wczorajszego wieczornego nalotu samolotów amerykańskich w okolicy miejscowości Bakuba, ok. 50 km na północny-wschód od Bagdadu, w prowincji Dijala.

"Ci, którzy niszczą normalny bieg życia, jak al-Zarkawi, skończą tragicznie" - powiedział premier.

Khalilzad dodał, że "śmierć Abu Musaby al-Zarkawiego jest wielkim sukcesem dla Iraku i międzynarodowej wojny z terroryzmem."

Śmierć al-Zarkawiego potwierdziła też iracka al-Kaida na swojej stronie internetowej.

Al-Zarkawi prowadził działalność terrorystyczną w Iraku praktycznie od momentu obalenia Husajna w kwietniu 2003 roku. Stał wówczas na czele grupy "al-Tawhid wa al-Dżihad". W 2004 roku zmienił jej nazwę na "al-Kaida Kraju Dwurzecza", przysięgając lojalność Osamie bin Ladenowi. Od 2003 roku ta siatka terrorystyczna rozbudowywała się, organizując setki ataków bombowych, porwań i pokazowych egzekucji, dokonywanych głównie na ludności cywilnej i obcokrajowcach. Egzekucje te przez długi czas gościły w arabskich telewizjach niczym odcinki najczarniejszego i niekontrolowanego horroru. Przypuszcza się, że sam al-Zarkawi ściął głowę co najmniej dwóm amerykańskim zakładnikom: Nicholasowi Bergowi i Eugeneowi Armstrongowi w 2004. Stany Zjednoczone wyznaczyły za jego głowę nagrodę w wysokości 25 mln dolarów, taką samą jak za Osamę bin Ladena "dead or live".

W zeszłym roku al-Zarkawi przeniósł swoją terrorystyczną kampanię poza granice Iraku. Boleśnie doświadczyli tego rodacy Abu Musaby, kiedy z jego rozkazu 9 listopada wysadzono bomby pod hotelami w Ammanie, zabijając 60 osób. Działalność terrorystów al-Zarkawiego dała o sobie znać nawet w północnym Izraelu.

Wobec takiego ogromu zniszczeń i zastraszania, trudno się dziwić spontanicznej radości Irakijczyków i Amerykanów na wieść o śmierci Al-Zarkawiego. Jego śmierć oznacza uratowane życia wielu niewinnych cywilów. Ale to jeszcze nie koniec samej al-Kaidy w Iraku. Można przypuszczać, że pierwszą operacją nowego jej przywódcy będzie pokazowy akt lub akty zemsty za swego "wielkiego poprzednika i męczennika".

Sytuacja zmienia się obecnie na korzyść irackiego wojska i sił koalicji o tyle, że mit nieuchwytnych najwyższych przywódców al-Kaidy prysnął i teraz każdemu ich następcy trudniej przyjdzie pozyskać nowych rekrutów. Niewykluczone, że kierownictwo al-Kaidy zrewiduje teraz swoją strategię w Iraku, szukając skuteczniejszych metod na pokonanie przeciwnika czyli Amerykanów i współpracujących z nimi Irakijczyków.

Zabicie najgroźniejszego terrorysty w Iraku jest też niewątpliwie użytecznym propagandowo sukcesem dla administracji prezydenta Busha w jej wojnie z globalnym terroryzmem oraz dla nowej irackiej administracji w Bagdadzie, która w obecnych warunkach nie ma zbyt wielu okazji, by chwalić się spektakularnymi osiągnięciami.

Jeśli iracka al-Kaida rzeczywiście poczuje się od dzisiaj śmiertelnie ugodzona, to albo zdecyduje się rzucić wszystko "na jedną szalę" w akcie ostatniego zrywu albo pójdzie w rozsypkę, oczywiście z pomocą wojsk irackich i koalicji. W przeciwnym razie nadal będzie notorycznie gnębić cywilów i wojskowych w Iraku i poza jego granicami.

Artykuły publikowane na stronie niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko KCIiD.