Kompromis Turcja-PKK?

28/10/2009  dr Joanna Bocheńska 

Do bezprecedensowego wydarzenia doszło pod koniec października w Turcji w ramach prób rozwiązania konfliktu turecko - kurdyjskiego. Partyzanci z ugrupowania PKK,  z obozu na górze Qandîl i z obozu Mahmur w liczbie 34 osób zeszli z gór i przekraczając granicę iracko-turecką nieopodal miejscowości Şırnak oddali się w ręce tureckiego wymiaru sprawiedliwości, by w ciągu kilkunastu godzin zostać wypuszczonymi na wolność. Turecki rząd szacuje, że w najbliższym czasie z gór zejdzie dalszych 150 osób.

Tureckie władze, jak również siedzący w więzieniu przywódca kurdyjskich partyzantów Abdullah Öcalan w początkach października wystosowali do PKK apel o powrót „na łono ojczyzny". Turcja za podstawę swego działania przyjęła artykuł 221 Tureckiego Kodeksu Karnego, tzw. artykuł „skruchy za popełnione czyny" . Tymczasem grupa 34 kurdyjskich partyzantów nie chciała się zgodzić na taką interpretację swego powrotu, co wywołało początkowo niemały kryzys. Sędzia ugodowo oświadczył jednak, że zwróci się do parlamentu o zmianę zapisu! Ponadto partyzantom nie nakazano podpisania żadnego wyrażającego skruchę oświadczenia.

Kontrowersje pojawiły się jednak jeszcze w momencie wyrażania motywacji „powrotu na łono ojczyzny". 26 osób z obozu Mahmur (miejsce to ma w mniejszym stopniu niż góra Qandîl charakter militarny, jest raczej rodzajem obozu dla ludzi wywodzących się z PKK, w którym działają nawet szkoły) na pytania tureckiego wymiaru sprawiedliwości oświadczyło, że „ kiedy zostali zmuszeni do opuszczenia przygranicznych wiosek udali się do północnego Iraku, nie mają związków z organizacją PKK". Natomiast grupa 8 osób z góry Qandîl zadeklarowała, że „przybyli by dzięki demokratycznemu otwarciu się Turcji wspomóc proces pokojowy", podkreślili jednak, że przybyli na wezwanie Abdullaha Öcalana. Fakt, że 5 osób z tej grupy oświadczyło, że przybyło na wezwanie lidera, wywołał napięcie, gdyż sformułowanie takie, nie będące zrzeczeniem się lojalności wobec organizacji uznanej przez Turcję za nielegalną i terrorystyczną, godziło zdaniem sędziów w konstytucyjne zapisy. W końcu jednak, między innymi dzięki interwencji Ahmeta Türka lidera prokurdyjskiej partii DTP, uzgodniono, że w oświadczeniu partyzantów pojawi się imię „Abdullaha Öcalana", ale już nie słowo „lider". Trudno jednak uznać słowa partyzantów za „wyznanie skruchy", czy „zrzeczenie się lojalności" wobec PKK.

Wydaje się natomiast, że strona turecka poszła na dość daleko idące ustępstwa. Partyzanci mimo, że bez broni byli odziani w stroje wojskowe, a po ich wypuszczeniu na wolność udali się na wiec, gdzie tysiące ludzi wiwatowało na ich cześć, zasypując kwiatami i wznosząc okrzyki „Niech żyją guerilla!", „PKK to naród i naród jest tutaj!", co wkrótce przekazały w świat środki masowego przekazu. Autobus partii DTP wiozący niedawnych guerila pokonał wśród wiwatującego tłumu drogę z Şırnak, przez Cizirę, Nusaybin, Kızıltepe, Çınar aż do Diyarbakir - największego miasta rejonu (wg Kurdów stolicy Kurdystanu).

Premier Recep Tayıp Erdoğan obok powtórnego wezwania do powrotu innych ludzi pozostających jeszcze w górach, poza granicą ojczyzny, ostrzegł, aby nie wykorzystywać tego wydarzenia politycznie, nie doprowadzić do żadnych prowokacji, gdyż moment ten jest początkiem procesu pokojowego, który ma doprowadzić do „pojednania narodu". Wydaje się zatem, że zmierza on do oficjalnego przedefiniowania terminu „naród", tak aby znaczył on nie tyle „naród turecki", lecz „naród Turcji". Nie jest to wizja, która mogłaby Kurdów w dalszej perspektywie usatysfakcjonować, niemniej jest niezwykle ważnym krokiem naprzód, krytykowanym zresztą zażarcie przez opozycję (partie CHP i MHP).

Na uwagę zasługuje jednak sposób dokonania owego „zejścia z gór". Nie jest on zjawiskiem całkiem nowym, gdyż o taki powrót apelował już Öcalan w 1999 roku ze swego więzienia. Wtedy jednak partyzantów zmuszono do podpisania „wyrazów skruchy". Tym razem pozwolono, by niedawni reprezentanci nielegalnej organizacji zostali potraktowani przez społeczność kurdyjską jak bohaterowie. Było to posunięcie odważne, ale i ryzykowne, gdyż druga część kraju, wciąż uważa ich za terrorystów. Obrazy pokazujące wiwatujący kurdyjski tłum otaczający zwartym kołem jadący autobus i stojących na jego dachu „guerilla" muszą być dla wielu tureckich obywateli szokiem, który niekoniecznie musi zostać złagodzony perspektywą „pojednania narodu". Kadry te ni mniej ni więcej ujawniły istnienie w Turcji „dwóch narodów", a ich pojednanie warunkowane jest dalszym pozytywnym „dogadaniem się" w odniesieniu do wielu spornych kwestii.

Prawdopodobnie za działaniami tureckiego rządu stoi również mocne poparcie Stanów Zjednoczonych, które wyraziły swoją solidarność dla pokojowego rozwiązania kwestii kurdyjskiej przy zachowaniu niepodzielności Turcji. Posunięcie rządu było bez wątpienia ryzykowne i nie w każdych okolicznościach można się było na nie zdecydować lekceważąc protesty opozycji i obecność armii. Obok podpisanego niedawno w Zurychu porozumienia turecko-ormiańskiego, wydarzenie to można nazwać kolejnym przełomem w tureckiej polityce. Każdy przełom wymaga jednak dalszego zaangażowania i poświęceń, co podkreślał między innymi w przemowie do „narodu kurdyjskiego" lider partii DTP Ahmed Türk. Miejmy nadzieję, że kolejne miesiące i lata pokażą, że zejście z gór 34 kurdyjskich guerilla nie było pojedynczym zdarzeniem, ale konsekwentnym krokiem do zbudowania trwałego porozumienia.

Za: http://www.netkurd.com/?mod=news&option=view&id=2343 (patrz ciekawe zdjęcia)

http://www.taraf.com.tr/haber/42557.htm

http://www.taraf.com.tr/haber/42558.htm